Nowości, nowości!!


Moje ostatnie zakupy kosmetyczne w tym miesiącu. Jak jest tak zimno to nawet perspektywa wyjścia po nowe kosmetyki jakoś mnie nie motywuje do opuszczenia ciepłego domku ;) Jednak dzisiejszy powrót z uczelni ułatwił mi przełamanie się i dotarcie do drogerii. Oto z czym wyszłam:


1. Pani Walewska CHIC, Krem - eliksir do rąk i paznokci odmładzająco - nawilżający 
2. Ziaja Ulga dla skóry wrażliwej, Krem ochronny na dzień wzmacniający naczynka krwionośne (jestem bardzo ciekawa nowej serii z Ziaji, dlatego musiałam kupić coś z tej serii, plusem jest to, że ta seria jest dla mnie idealna - przynajmniej z opisu, zobaczymy czy będzie działać ;)))
3. Maybelline, Affinitone, Idealne dopasowanie bez efektu maski z witaminą E
4. Essence, transparentny puder sypki fix&matte!
5. Syrena, Antycellulit (nabiegałam się trochę za nią, ale dziewczyny na wizaz.pl strasznie ją zachwalały więc pewnie jest tego warta! I teraz będę walczyła z nią z cellulitem ;)))


i urocze papilotki do pieczenia babeczek, którym nie mogłam się oprzeć. Czyż nie są piękne? ;)

MIYO Super Lash! Mascara 3 in 1 action

Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję mojego drugiego tuszu z szafy MIYO i tak jak to było przy poprzednim tuszu MIYO Big Fat Lashes nie zawiodłam się. 


Od producenta: Efekt niebanalnego spojrzenia! Maskara z plastikową szczoteczką pogrubia, rozdziela i wzmacnia:

- dwukrotnie pogrubia rzęsy,

- precyzyjnie rozdziela,

- pielęgnuje i wzmacnia.



Moja opinia: Bardzo nie lubię sylikonowych szczoteczek i byłam pewna, że ten tusz mnie rozczaruje jednak stało się zupełnie odwrotnie! Tusz mnie bardzo zadowolił, jednak pogrubienia jak to obiecuje producent nie zauważyłam, natomiast wydłużenie (o czym producent nawet nie wspomina) owszem! Tusz ładnie rozdziela, a zawsze przy sylikonowych szczoteczkach miałam posklejane rzęsy i musiałam sie napracować żeby tak nie było. 
A co najbardziej lubię w tuszach z MIYO? To, że jak już kończą swój żywot to nie tworzą grudek tak jak inne tusze które używałam. 

oto efekt:

Ostatnio zaczęłam nową kurację na rzęsy bo znudziło mi się nakładanie olejku rycynowego i teraz na noc nakładam na rzęsy wazelinę! Zwykła wazelinę z Ziaji, którą pewnie każda z Was ma w swoich zapasach kosmetycznych. Wazelina działa odżywczo i muszę przyznać, że efekt jest super, rzęski mi się zagęściły do tego są mocniejsze a tam gdzie miałam lekkie ubytki w rzęsach urosły bardzo szybko nowe. 
Naprawdę zachęcam Was do tej metody!


Rimmel Match Perfection Cream Gel Foundation!


Zapewne większość z Was słyszała i ma nowy podkład Rimmela. Ja kupiłam go niedawno, bo postanowiłam poczekać aż skończy mi się dotychczasowy podkład który używałam. Podkład ten ma mnóstwo pozytywnych opinii na blogach i na wizażu (gdzie sprawdzam każdy kosmetyk, który kupiłam lub mam w planach kupić. Też tak macie? ;))


 Od producenta: Kremowo-żelowa konsystencja sprawia, że podkład łatwo się rozprowadza i perfekcyjnie łączy z powierzchnią skóry, tworząc wyjątkowo lekki i trwały makijaż przez cały dzień. Zapewnia piękny kolor cery zaraz po nałożeniu i poprawia jej naturalny koloryt po 4 tygodniach stosowania.


Moja opinia: Jestem bardzo zadowolona z tego produktu. Zdecydowanie najlepszy podkład jaki używałam do tej pory. Podkład jest bardzo lekki, dobrze się rozprowadza, nie tworzy smug, nie ma też mowy o efekcie maski, bo podkład wtapia się w skórę.
Co do krycia nie jest on idealny, ale ja jeszcze nie trafiłam na idealnie kryjący podkład, matuje na ok. 3-4 godziny. Ja nakładam na niego jeszcze puder Stay Matte Pressed Powder też Rimmela i efekt jest idealny i utrzymuje się bardzo długo.  

Jedyne co mnie irytuje w tym produkcie to opakowanie. Opakowanie jest do góry nogami co psuje wrażenie estetyczne produktu. Po odkręceniu podkładu ukazuje nam się biała nakładka, która chroni przed wylewaniem się podkładu na nakrętkę. Biała nakładka jest dla mnie strasznym utrapieniem, muszę się namęczyć żeby ją zdjąć, a mając dłuższe paznokcie jest to super trudne.

odcień: 200 soft beige

Podsumowując polecam ten produkt z całego serca!

Isana peeling pod prysznic Biała Czekolada i Wanilia


Recenzja mojego ostatniego odkrycia a zarazem nowej miłości - smakowitego peelingu Isany!


Od producenta: Peeling pod prysznic Isana oczyszcza głęboko pory skóry i otacza ją kremowym zapachem białej czekolady i wanilii. Drobne ziarenka peelingu delikatnie uwalniają skórę od zanieczyszczeń obumarłego naskórka. Dzięki temu skóra wygląda lepiej i promienieje.  


Moja opinia: Peeling kupiłam głównie ze względu na zapach, mogłabym go wąchać bez końca ;) ale nie tylko zapach jest jego zaletą. Ma bardzo fajną konsystencję, jest delikatny ze względu na dosyć małe drobinki ale mimo to sprawdza się znakomicie pozostawiając skórę miękka i gładką. 
Jedyną wadą jest to, że nie pozostawia (u mnie przynajmniej) zapachu na skórze a także to, że to seria limitowana, więc przy następnej wizycie w Rossmannie zrobię sobie mały zapas tego produktu.


Nowe nabytki kosmetyczne!


Witajcie, dzisiaj wreszcie po nauce do egzaminów i pisaniu prac zaliczeniowych znalazłam trochę czasu na odpoczynek i oczywiście na bloga! Tak bardzo się cieszę, zostały mi dwa egzaminy i będę miała wolne!!! o ile dotychczasowe egzaminy udało mi się pozaliczać ;)

Moje ostatnie zakupy kosmetyczne:

Mascara MIYO, Super Lash 3 in 1 Action
Lovely, Curling Pump Up Mascara
Rimmel, Match Perfection, Cream Gel Foundation


Balsam do włosów nawilżająco-regenerujący z Apteczki Babuni
Evitte, Natural Care, Balsam ujędrniający do ciała
Isana - peeling pod prysznic Biała czekolada i wanilia
Suchy szampon Isana

Jestem strasznie zachwycona podkładem Rimmela i pięknie pachnącym peelingiem Isany! ;)

Zmywanie brokatowych lakierów




Uwielbiam brokatowe lakiery i bardzo często maluję nimi paznokcie, jednak od wielu koleżanek słyszałam, że nie malują nimi paznokci bo za ciężko się je zmywa. I jest w tym dużo prawdy, brokatowe lakiery 'rwą' waciki i jest to prawdziwy koszmar ile trzeba się z tym namęczyć.
Ostatnio natknęłam się na ciekawy sposób radzenia sobie z tym problemem i przedstawię go Wam, mam nadzieję, że komuś ułatwi życie ;)
No więc czas start!

Co będzie potrzebne?
- oczywiście zmywacz do paznokci
- płatki kosmetyczne
- nożyczki 
- folia aluminiowa


Jak mamy już wszystko co potrzebne to bierzemy waciki i przecinamy je na pół. Jedna połówka wacika na jeden paznokieć. Podobnie robimy z folią, bierzemy taki kawałek folii, żeby owinąć nią palec. 


 Na otrzymaną połówkę wacika nalewamy zmywacz i przykładamy do paznokcia


Następnie na wacik kładziemy kawałek folii aluminiowej i wszystko ciasno owijamy.


Tak robimy ze wszystkimi paznokciami. Wygląda to trochę śmiesznie jednak oszczędzi nam to koszmarnego  tradycyjnego zmywania paznokci i walki z rwącymi się wacikami. 


Z tak zawiniętymi palcami czekamy ok. 5 min (to też zależy ile warstw brokatowego lakieru mamy na paznokciu, im więcej warstw tym troszkę dłużej trzeba poczekać)
Ja zawsze czekam jakieś 3 min. (jestem strasznie niecierpliwą osobą) tylko potem jeszcze muszę przetrzeć paznokcie z resztek brokatu ale to już nie jest męczące bo wszystko super łatwo schodzi. 


I to koniec! Mam nadzieję, że ułatwi to życie tym to dziewczynom, które jeszcze o tej metodzie nie słyszały ;)

Ulubieńcy roku 2011!


Minął rok 2011 więc nadszedł czas na kosmetyczne podsumowanie moich odkryć i ulubionych kosmetyków tego roku. W 2011 roku testowałam masę nowych kosmetyków, jednak bardzo niewiele udało mi się zaliczyć do moich ulubieńców (mam nadzieję, że o żadnym nie zapomniałam :))

Szampon Babydream, Rossmann. I co z tego że jest dla dzieci?! Ma idealny skład, zero chemii czy sylikonów, idealnie zmywa oleje i włosy po nim są mięciutkie już po pierwszym użyciu. 
Stapiz, Sleek Line, Colour Non-Stop, Hair Mask. (Mam wersję dla włosów farbowanych, chociaż ja mam naturalny kolor włosów). Włosy po masce mam gładkie, mniej splątane i moje biedne przesuszone końcówki wyglądają trochę lepiej, a to duży sukces.
Kallos, Serical, Crema al latte. Jak ja kocham tą odżywkę!!!! Ma fantastyczny zapach, który mogę wąchać i wąchać, a do tego włosy są zregenerowane, łatwo się układają i są mięciutkie.



Marion, Natura Silk, Błyskawiczna odżywka do włosów łamliwych i z rozdwojonymi końcówkami 'Jedwabna kuracja'. W dużym stopniu ułatwia mi rozczesywanie włosów, do tego niweluje puszenie się włosów nie obciążając ich przy tym.
Marion, Natura Silk, Jedwab w spray'u. Pięknie pachnie, do tego dodaje włosom blasku i sprawia, że są sprężyste. 
Ziaja, Intensywna Pielęgnacja Włosów, Odżywka `Intensywne odżywianie witaminy`. Zapach!!!! Niewielka ilość sprawia, że mam mięciutkie włosy i do tego owocowy zapach długo utrzymuje się na włosach. 
Joanna, Naturia, Odżywka z lnem i rumiankiem. Kocham za skład i za to, że pomaga w rozczesywaniu. Po nałożeniu na końcówki wyraźnie je zmiękcza i nawilża.



Ziaja, Sopot, Balsam brązujący relaksujący. Uwielbiam lekko opalona, nienawidzę bladości. Ten balsam jest moim ratunkiem, szybko nadaje skórze upragniony kolor, dzięki czemu skóra wygląda zdrowiej. 
Ziaja, Masło Kakaowe, Spray przyspieszający opalanie. Moja pomoc w szybkim opalaniu. Dzięki temu spray'owi nie muszę leżeć godzinami plackiem i się opalać. Do tego opalenizna ma bardzo ładny brązowy kolorek.
Rossmann, Babydream, Natural, Pflegecreme mit Calendula. Kremik ładnie nawilża i pomaga likwidować drobne ranki.
Forest Tosara, Sudocrem. Mój ulubieniec ever!!!!!! Niesamowicie wydajny. Pomaga w pozbyciu się krostek, do tego pomaga na trądzik. Dzięki niemu też nie mam podrażnień po depilacji. 



Rimmel, Natural Bronzer. Nadaje piękny koloryt cerze, używam go w wakacje ponieważ ma naturalny kolor opalenizny. Nadaję się także do konturowania twarzy. 
Rimmel, Stay Matte, Pressed Powder. Nie ma lepszego pudru!!! Idealnie matowi skórę i to na długo, a naturalne składniki nie zatykają porów. 
Wibo, Rose Blusher. Róż pachnie różami za co go uwielbiam!! Bardzo ładnie wygląda na policzkach, do tego bardzo dobrze nabiera się go pędzlem, nie obsypuje się.
Wibo, Róż z jedwabiem i witaminą E. Ideał. Daje piękny naturalny efekt, do tego ma bardzo dobrą trwałość. Jest bardzo wydajny. 
MIYO, Cheeky Blush. Piękne odcienie, nie obsypuje się i ładnie można go rozetrzeć na twarzy. 


Filmstudio Barrandov, Dermacol, Make Up Cover. Używam go jako korektor, idealnie kryje niedoskonałości, zaczerwienienia czy wypryski, do tego wytrzymuje na twarzy cały dzień co jest wielką zaletą. 
Manhattan, Powder Mat Make Up. Ma super konsystencję, taki mus, ładnie wyrównuje koloryt, matuje i zakrywa niedoskonałości. Jest tylko trochę ciężki ale można mu to wybaczyć.
Lirene Dermoprogram, City Matt. Ma świetną pompkę która ułatwia używanie produktu. Ładnie wygładza cerę nie tworząc przy tym efektu maski. Niestety nie matuje na bardzo długo, trzeba użyć puder.
Carma Laboratories, Carmex Moisturising Lip Balm. Jak ja żałuję, że tak późno zdecydowałam się na zakup Carmex'u. Jest to świetny produkt, bardzo ładnie nawilża usta mrowiąc je przy tym.
L`Biotica, Regenerujący krem do rzęs. Krem naprawdę daje spektakularne efekty! rzęsy stają się znacznie mocniejsze, ciemniejsze, a co najważniejsze nie wypadają (już nie pamiętam jak dawno wypadła mi jakaś rzęsa :)).


Essence, I <3 Extreme, Volume mascara. Recenzja tutaj
Catrice Lashes To Kill Ultra Black Mascara. Recenzja tutaj
Max Factor, 2000 Calorie Dramatic Look. Recenzja tutaj
Essence, Longlasting Eye Pencil. Najlepsza kredka, przekonałam się do niej jakoś niedawno. Jest wspaniale napigmentowana, wygodna w użyciu (nie trzeba temperować), a jej trwałość jest zaskakująca. 


Ciekawe ile ulubieńców uda mi się znaleźć w tym roku.