Moje kosmetyki chroniące włosy przed wysoką temperaturą. Buble i nie tylko


Wiem, że nie powinnam, ale TAK prostuję włosy (oczywiście z umiarem i nie codziennie). Przyczyną tego jest to, że nie lubię siebie w lokach. Próbowałam już wszystkiego, żeby jakoś zmniejszyć ich skręt ale nic nie pomagało dlatego padło niestety na prostowanie włosów prostownicą. Ale oczywiście nie bez jakiegoś zabezpieczenia włosów! Dlatego dzisiejszy post będzie poświęcony moim złym i dobrym kosmetykom jakie wypróbowałam do prostowania włosów. 


Mój numer 1! Jest to mój praktycznie jedyny kosmetyk przy stosowaniu którego zauważyłam jakąś ochronę włosów przed działaniem wysokiej temperatury. Włosy po niej się nie puszą, są sypkie a w trakcie dnia (a nawet i dłużej) cały czas są proste i nie zaczynają wykręcać we wszystkie możliwe strony. 


Bubelek, myślałam, że i ten kosmetyk Marion będzie dobry jak poprzednik, ale nie. Włosy są posklejane, robią się matowe. Stosowałam krotko ze względu na posklejane włosy, ale podczas tego krótkiego stosowania nie zauważyłam ani poprawy ani pogorszenia stanu włosków więc może jakoś tam chroni.


Jedwab pomaga prostować włosy, ładnie je wygładza, sprawdza się znakomicie na końcówki włosów. Zauważyłam, że chroni włosy przed działaniem wysokiej temperatury co jest wielkim plusem. Włosy po nim są pachnące i lśniące. Niestety szybciej się przetłuszczają. 


Zero efektów! Balsam miał pomóc prostować włosy suszarką i szczotką. Ale to co zrobił to napuszył moje włosy jeszcze bardziej i tyle. 


Dwa okropne buble. Guardian Angel ma jedną zaletę, bardzo ładnie pachnie. Ale oba kosmetyki ani trochę nie działają, nie ułatwiają prostowania, nie chronią włosów a jeszcze bardziej je wysuszają. Więc omijać te kosmetyki szerokim łukiem! ;)

Mam nadzieję, że tym postem pomogłam dziewczynom które katują swoje włosy prostownicą ale i tym które szukają kosmetyków chroniących włosy przed suszarką.

Garnier BB Krem - Beauty Balm Perfector


W porywie zakupowego szału kupiłam krem BB od Garniera. Jakoś ostatnio nie mogę oprzeć się nowościom, a że cena była niska (19,90zł) postanowiłam wypróbować tą nowość Garniera, na którą nie ukrywam strasznie się napaliłam. 
Od razu zaznaczę, że nigdy nie miałam azjatyckiego kremu BB więc porównywać nie będę, chociaż domyślam się, że kremik BB Garniera koło prawdziwych BB kremów pewnie nawet nie leżał ;).

Oto co twierdzi producent:

 

Moja opinia: BB okropnie mnie zapchał i muszę się teraz ratować po nim..
Co do krycia to najbardziej mi na nim zależało, ale nic takiego nie otrzymałam. Ten krem to bardziej słaby krem tonizujący. Nawet lekkich przebarwień nie zakrywa, na co tak bardzo liczyłam. Producent pisze, że aby uzyskać mocniejsze krycie można nałożyć więcej niż jedną warstwę, w takim razie potrzebowałabym kilka takich warstw co się mija z celem, już lepiej kupić zwykły podkład. 
Do tego krem w strefie T powoduje okropne błyszczenie, trzeba dobrze przypudrować te miejsca, żeby jakoś wyglądało i można było wyjść do ludzi, jednak po ok. 3 godzinach znowu występuje świecenie.
Co do koloru (mam odcień 02 - cera jasna) który idealnie wtapia się w moją skórę.
A co mi się podoba w tym kremie? Bardzo przyjemny zapach. Krem daje także ładny efekt rozświetlenia, taki połysk, cera wydaje się promienna. Do tego krem jest dosyć gęsty, naprawdę ładnie nawilża i nie podkreśla suchych skórek. 


Czy polecam? Raczej nie, ale jak jesteście aż tak bardzo ciekawe to i tak kupicie. Krem moim zdaniem najbardziej nadaję się dla dziewczyn które nie potrzebują za dużo tuszować.
Ja swój zostawię chyba na okres wakacyjny, chociaż wtedy chyba będę się jeszcze bardziej świeciła, no cóż, zobaczy się ;)

Udanej niedzieli!

TAG: 5 kosmetycznych rzeczy, których wcale nie chcę mieć

Drugi tag w historii mojego bloga do którego zostałam zaproszona.
Do tej zabawy zostałam zaproszona przez aSHę, za co serdecznie jej dziękuję!! ;*


ZASADY:
1. napisz kto Cię otagował i zamieść zasady
2. zamieść baner TAG'u i wymień 5 rzeczy z działu kosmetyki (akcesoria, pielęgnacja, przechowywanie, kosmetyki kolorowe, higiena), które Twoim zdaniem są Ci całkowicie zbędne bo:

  • mają tańsze odpowiedniki,
  • są przereklamowane,
  • amatorkom są niepotrzebne,
  • bo to sposób na niepotrzebne wydatki.

Krótko wyjaśnij swój wybór i zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek.

No to zaczynamy!
Wcale nie mam ochoty i potrzeby mieć:

źródło: groszki.pl

1. Beauty Blander, nie mam ochoty mieć tego słynnego jaja z powodu jego niebotycznej ceny, ale też tego, że mam już dosyć czytania, oglądania reklam, recenzji tej gąbeczki. Ta gąbeczka ostatnio zalewa cały internet! Do tego jakoś to rozwiązanie, czyli nakładanie podkładu jajem wcale mnie nie przekonuje o wiele bardziej wolę paluchy albo pędzel Flat Top.


żródło: wizaz.pl

2. Zalotka, nigdy nie miałam i nie zamierzam mieć zalotki! Moje rzęsy są długie ale także wystarczająco naturalnie podkręcone, do tego podkręcenie tuszem zdecydowanie im wystarczy i dlatego nie potrzebuje majstrować i bawić się zalotką, która trochę mnie przeraża.


źródło: wizaz.pl

3. Cienie do powiek, ja po prostu nie używam cieni, są mi zbędne (pewnie dzięki temu sporo oszczędzam, bo nie kupuje sto szóstego cienia do oczu jak wiele dziewczyn ;)). Kolorowe makijaże jakoś mi się w ogóle nie podobają, zdecydowanie bardziej wolę zwykły klasyczny makijaż, czyli kreskę czarnym eyelinerem lub kretką i tusz do rzęs i to jest cały mój makijaż oczu.


źródło: dlalejdis.pl

4. Błyszczyki do ust, i znowu Was muszę zaskoczyć, nie używam błyszczyków do ust! Nie przekonuje mnie efekt mokrych kolorowych ust a do tego ze świecącymi drobinkami. Naprawdę średnio lubię barwienie ust, czasem ale naprawdę rzadko zdarza mi się użyć jakiejś szminki, ale źle się z tym czuje. Zdecydowanie bardziej wolę ochronne pomadki, Carmexy albo wazelinkę Ziaji, która daje na ustach efekt bezbarwnego błyszczyka a do tego nie lepi się tak przeraźliwie.


źródło: zeberka.pl

5. Drogie kosmetyki typu Estee Lauder, Chanel, Lancome, Clinique itp. Jak dla mnie jest to płacenie za markę i tyle, wśród takich górnopółkowych kosmetyków są często straszne buble. Sądzę też, że jak ktoś chce to znajdzie tańsze odpowiedniki niektórych dobrych droższych kosmetyków, wystarczy tylko poczytać i poszukać!

A do dalszej zabawy zapraszam:

Zakupowy haul!


Moje ferie dobiegły końca i w tym tygodniu czy tego chciałam czy nie musiałam wrócić na uczelnie. Powroty po dniach wolnych są takie trudne! Te ferie mnie tak rozleniwiły, że nie wiem jak się zmuszę do czytania tekstów i bycia przygotowaną na każde zajęcia. Do tego już mam masę prezentacji do zrobienia. Żeby nie myśleć o uczelni, na poprawę humoru wybrałam się na zakupy, oczywiście kosmetyczne.   

Moje zakupy (głównie zamienniki aktualnie kończących się):


1. Rossmann, Fusswohl, Softening Lotion, krem wygładzający do stóp
2. Isana, Body Butter, Masło do ciała orzech włoski i mleko (ma cudowny zapach!)
3. Kamil, Krem do rąk i paznokci, soft & dry
4. Eveline, Extra Soft, Odżywczy krem do twarzy i ciała (krem jak na razie idealnie sprawdza się na tą pogodę do twarzy)
5. Isana, Woda brzozowa
6. Flos Lek, Winter Care, Pomadka ochronna do ust
7. W7, Lip Balm, Cherry (tak, musiałam go otworzyć od razu po wyjściu z Rossmanna ;))

I zakupy Biedronkowe:
Pierwszy raz kupiłam kosmetyki w Biedronce, skusiłam się dlatego, że wiele z Was poleca i chwali te produkty, do tego są w super niskiej cenie więc mam nadzieję, że się nie zawiodę ;)


1. BeBeauty, Sól do kąpieli, miód i mleko
2. BeBeauty, Nawilżający żel do mycia twarzy

Walentynkowe muffinki! ♥


Chciałabym się pochwalić moim prezentem a raczej wypiekiem dla mojego Tż z okazji Walentynek. Mój mężczyzna ostatnio rzadko zagląda na mojego bloga więc mam nadzieję, że niczym nie ryzykuje umieszczając tego posta teraz, bo niespodziankę dostanie dopiero dzisiaj wieczorem. 


Jestem z siebie ogromnie dumna, bo wyszły prawie tak jak chciałam. Przepis na muffinki bardzo łatwo znaleźć w internecie. Zachęcam Was, zróbcie sobie takie babeczki albo obdarujcie nimi kogoś. Robiąc je bardzo fantastycznie zleciał mi czas a do tego jaką miałam satysfakcję po zrobieniu!


Udanych Walentynek Kochane!!!
Macie jakieś plany na walentynki? Jakieś niespodzianki dla Waszych Tż?

Isana - Suchy Szampon


Suchy szampon od Isany to mój pierwszy tego typu kosmetyk. Na początku kiedy usłyszałam o suchym szamponie nie wierzyłam, tzn podeszłam do tego ze sporą rezerwą bo nie uwierzyłam, że coś może zastąpić zwykłe mycie włosów. Mycie na sucho...była to dla mnie prawie abstrakcja. Ale jakoś w przypływie chwili i tego, że muszę walczyć z przetłuszczającą się grzywką postanowiłam kupić taki wynalazek. Wybrałam szampon Isany ze względu na cenę (niecałe 10zł) i producenta. I co? To był strzał w dziesiątkę!

Od producenta:

Moja opinia: Szampon zaskoczył mnie bardzo pozytywnie i dzięki niemu zmieniłam swoje zdanie na temat tego typu produktów. 
Co robi na moich włosach?
- unosi u nasady
- włosy faktycznie wyglądają na świeże i do tego ładnie pachną
- odświeża włosy (jednak jest to taka pielęgnacja w międzyczasie u mnie efekt odświeżonych włosów utrzymuje się tak ok. 8 godzin, potem trzeba już włosy umyć bo nie zastąpi to normalnego mycia włosów)
- nie podrażnia


Szampon wygląda jak zwykły dezodorant, na dozowniku osiada się biały osad. A co do wydajności, to używam tego produktu czasami tak od 3 tygodni i ubytek jest znikomy.

A tak wygląda po psiknięciu na rękę. Jest to zwykły biały proszek. Czasem zdarza się zostawi mi na moich blond włosach biały nalot i wyglądam jak siwa babcia ;) ale wystarczy dobrze wyczesać włoski i po sprawie.


Jestem z produktu bardzo zadowolona. Idealne rozwiązanie kiedy chcemy odświeżyć włosy w ciągu dnia lub na wieczór albo po prostu nie mamy czasu na umycie włosów. Jednak musimy wiedzieć, że jest to rozwiązanie na góra dzień, chociaż to pewnie też zależy od włosów, jak pisałam u mnie to jest na ok. 8 godz. 
Tak więc mogę wam z czystym sumieniem polecić ten szampon! Jest to super rozwiązanie w sytuacjach awaryjnych.

e.l.f. - nowe pędzle!!


Dzisiaj chcę Wam pokazać moje nowe nabytki, czyli trzy piękne pędzelki e.l.f. z których jestem bardzo dumna i zadowolona! Strasznie się tego wstydzę ale w swojej kolekcji (nie wiem czy można to nazwać kolekcją) mam bardzo mało pędzli! Dlatego postanowiłam uzupełnić swoją kolekcję i postawiłam na zakup pędzli od e.l.f. Bardzo się cieszę, że wybrałam te pędzle ponieważ prezentują się bardzo ładnie i elegancko a do tego muszę przyznać, że są bardzo dobrze wykonane.

Pierwszy pędzelek to pędzel e.l.f. Kabuki Face Brush wykonany z antybakteryjnego, syntetycznego włosia. Jest to puder wielofunkcyjny. Idealny do nakładania pudru sypkiego, pudru w kamieniu, pudru mineralnego oraz różu. Sprawdza się również przy nakładaniu wszelkiego rodzaju rozświetlaczy oraz pudrów w kulkach, perełek brązujących. Pędzelek ma zaokrąglony kształt, wykonany jest z mięciutkiego, gęstego i przyjemnego w dotyku włosia.



Kolejny pędzel to e.l.f. Studio Powder Brush wykonany z miękiego, antybakteryjnego, syntetycznego włosia typu talkon. Pędzel dzięki ściętemu na płasko włosiu idealnie nadaje się do konturowania twarzy. Idealny do nakładania pudrów, róży, bronzerów i rozświetlaczy. Może być stosowany zarówno na sucho jak i na mokro. 



Trzeci pędzel to e.l.f. Studio Stipple Brush będę nim nakładała podkłady. Wykonany jest z takiego samego włosia jak poprzednik, z tym że jest bardziej sprężysty a jego włosie wyróżnia większą wchłanialność. Pędzel przeznaczony do nakładania mokrych lub suchych kosmetyków. Pędzel jest wyjątkowy, ponieważ ma specjalnie ułożone włosie dzięki czemu kosmetyk nakłada się z udziałem powietrza, przez co pozwala to na idealne rozprowadzenie. Nałożony tak podkład jest jakby napowietrzony dzięki czemu daje bardziej nieskazitelny wygląd. 


I teraz pędzelki razem w całej okazałości.


Jak narazie po pierwszych użyciach jestem bardzo zadowolona. Cieszę się z nich jak dziecko i nie mogę się doczekać kolejnych pędzelków które u mnie zagoszczą. Mam chyba jakąś obsesję na punkcie pędzli do makijażu, mogłabym je oglądać bez końca. Do tego po kupieniu tych pędzelków mam ochotę na kolejne (robi się to trochę niebezpieczne dla mojego portfela). 

Valentines nails!!


Jak wiecie niedługo walentynki, nie sposób nie zauważyć w sklepach walentynkowego szału promocji, prezentów i dekoracji wszelkiego rodzaju. Jak dla mnie to jest jedna wielka nachalna komercja. Jednak nie przeszłam obok niej obojętna i jej uległam wykorzystując zbliżające się walentynki jako drobną inspirację. W związku z tym dzisiaj przygotowałam dla Was delikatny walentynkowy wzorek na paznokciach. 


Takie paznokcie bardzo łatwo wykonać. Robimy jakby frencha tylko, że tworzymy serducho a nie zwykłą kreskę na końcu paznokcia i to cała filozofia.

TAG: Nigdy nie wychodzę z domu bez...


ZASADY:
1. Podaj 5 produktów kosmetycznych włącznie z nazwą firmy, które stosujesz wychodząc z domu, takie must have na wyjście (można dołączyć zdjęcie)
2. Utwórz osobny post na swoim blogu z kopią obrazka i informacją kto Cię otagował
3. Przekaż zabawę i zasady 5 innym blogerkom 

Mnie otagowała anne-mademoiselle. Bardzo Ci dziękuję Kochana za zaproszenie do zabawy!

W tagu nie uwzględniam podstawowej pielęgnacji, czyli kremów ;)
Nigdy nie myślałam, żeby ograniczyć swoje kosmetyki do 5 takim must have. Maluję się używając wielu kosmetyków, często nie stosuje zawsze tych samych produktów.
Jednak gdybym miała się ograniczyć z pewnością byłyby to:


Puder  
Rimmel Stay Matte, Pressed Powder - Mogę wyjść bez podkładu ale bez pudru już nie. Musze zmatowić buzie i ujednolicić kolor.
Róż  
Wibo, Róż z jedwabiem i witaminą E - Zawsze po prostu zawsze muszę musnąć twarz odrobiną różu.
Tusz  
Catrice, Lashes to Kill -  Tusz to moja podstawa. Zawsze musi być jak wychodzę z domu. Mam długie rzęski ale niestety jasne więc muszę jakoś podkreślić oko tuszem. Może to śmieszne ale jak wyjdę bez tuszu to czuję się jakaś goła ;)
Korektor  
Dermacol, Make-up cover - Jak nie zastosuję podkładu to korektor musi być. Trzeba w końcu jakoś zakryć drobne niedoskonałości.
Usta  
Carmex - ani rusz bez Carmexu, a zwłaszcza w takie mrozy!


A do dalszej zabawy zapraszam: