Maybelline podkład AFFITITONE - efekt przed i po!

Kilka słów o podkładzie, który na początku okazał się ideałem a potem..koszmarem :))


O podkładzie: Podkład o ultralekkiej, płynnej konsystencji zapewniającej równomierne pokrycie skóry. Pozwala jej oddychać nie zatykając porów. Dzięki zawartości witaminy E gwarantuje 8-godzinne nawilżenie.

Affinitone, w którym zastosowano technologię Shade True, zawiera delikatne mikro-sfery i perełki, które zapewniają idealne wykończenie makijażu i świeży wygląd. 

Jest to pierwszy podkład z naturalnymi pigmentami koloru, które pokrywają niewielkie przebarwienia skóry i perfekcyjnie dopasowują się do jej odcienia oraz struktury.
Dostępny w 6 odcieniach.


Skład: aqua, isododecane, cyclopentasiloxane, glycerin, cyclohexasiloxane, peg-10 dimethicone, methyl methacrylate, crosspolume, butylene glycol, dimethicone isoeicosane, disterdimonium hectorite, cetyl peg/ppg-10/1dimethicone, sodium chloride, phenoxyethanol, c9-15 fluoroalkohol phosphate, polyglyceryl -4 isostearate, hexyl laurate, butylparaben, tocopherol, panthenol, propylene glycol, royal jelly, chamomilla recutita/matricaria flower extract [+/- may contain ci 77891/titanium dioxide, ci 77499, ci 77491, ci 77492, iron oxides, mica] 


Moja opinia: Historię z tym podkładem można ująć tak - najpierw miłość, potem nienawiść.
Początkowo efekt był wspaniały; dobre krycie, brak niespodzianek, dobra trwałość, czego chcieć więcej?

Jednak tak kolorowo nie było po około tygodniu-dwóch stosowania podkład zaczął śmierdzieć..zapach trudny do sprecyzowania, coś między starym babcinym podkładem a farbą do ścian :) Do zapachu doszło zmienianie koloru na twarzy..podkład nałożony rano, po południu stawał się o ton/dwa ciemniejszy.. 
Do tego wszystkiego doszło uwydatnianie suchych skórek i ogólne uczucie ciężkości na twarzy.
Co ciekawe stan skóry pogorszył mi się podczas stosowania podkładu i nie mam na myśli zaskórników czy zatkanych porów, ale duża suchość z mnóstwem suchych skórek..


I efekt:

Podsumowując - nie polecam, jeden z gorszych podkładów, do tego śmierdzioszek. Cena to ok. 28 zł więc za tą cenę możemy znaleźć coś o wiele lepszego. 

Różowe różyczki, czyli kolejna odsłona paznokci

Róże na paznokciach podbiły moje serce już dawno temu. Są piękne, dziewczęce a co najważniejsze efektowne. Chcę Wam pokazać moje próby zrobienia bardziej skomplikowanych róż na paznokciach, miały trochę przypominać te jak z obrazu namalowanego farbami, jestem bardzo ciekawa jak je ocenicie.


Lakier nude to Essence nude glam 04 iced latte, który jest naprawdę piękny ale niestety użyłam go zaledwie kilka razy i już zaczął strasznie gęstnieć a do tego na paznokciach robi bąble..



Nowości


Co przybyło podczas ostatnich dwóch tygodni? 

Essence colour & go 106 free hugs - róż róż i jeszcze raz róż, musiałam uzupełnić braki :))
Palmers ujędrniający balsam do ciała z koenzymem Q10 - wspaniały zapach do tego wygodne rozwiązanie czyli pompka. Pokładam w nim duże nadzieję bo opinie w internecie ma pochlebne
MIYO glam eyes kreskówka 05 hot pink - szokujący róż? i to na oku? TAK! recenzja i efekt już niedługo! 
Mimalaya Herbals maska do twarzy z modlą indyjską (neem) do skóry tłustej - poprzednia się sprawdziła (tu recenzja) więc nie mogłam przejść koło tej obojętnie, zwłaszcza, że wpadłam na nią przypadkiem w drogerii Jaśmin a myślałam, że dostępna jest tylko przez doz.pl! 
Wet n wild mega volume mascara - kolejny tusz do wypróbowania :)) czyli to co lubię najbardziej.
Palmers z witaminą E do suchej skóry - producent obiecuje likwidację blizn więc liczę na to gorąco, niestety na drugim miejscu ma parafinę..
  Biovax serum wzmacniające A + E - okropny zapach, tanich męskich perfum.
The one diamond top coat - zamówiłam na allegro za bardzo niską cenę 6 zł i muszę przyznać, że na razie spisuje się całkiem nieźle! zwłaszcza co do trwałości.
Nivea, krem na noc aqua effect do skóry normalnej i mieszanej - piękny zapach i nawilżenie, które teraz jest mi bardzo potrzebne przy kuracji kwasami. Ale co najważniejsze na razie nie dostałam od tego kremu wysypu! juhuu!



Green Pharmacy - jedwab w płynie

Kiedyś moim ulubionym jedwabiem do włosów był ten z Biosilk ale, ktory niby wygładzał i włosy były śliczne ale podstępnie je niszczył..co uświadomiłam sobie po dłuższym czasie... Więc przerzuciłam się na inne drogeryjne specyfiki tego typu. 


O jedwabiu: Jedwab w płynie, serum na łamliwe końcówki. 100% ekstraktu aloesu. Bardzo silnie skoncentrowane serum wygładza końcówki włosów i przeciwdziała ich rozdwajaniu, dla efektu jednolitych włosów na całej ich długości. Przeznaczone do włosów: cienkich, delikatnych, łamliwych, uwrażliwionych na wskutek działania czynników chemicznych i/lub mechanicznych, przemęczonych zabiegami fryzjerskimi. Dzięki lekkiej formule nie obciąża włosów. Olejki ryżowy i kameliowy regenerują uszkodzoną strukturę włosa i chronią końcówki przed rozdwajaniem. 100% ekstrakt aloesu i olejek cedrowy nawilżają przesuszone partie włosów przywracając im lśniący, zdrowy wygląd.

Skład: Cyclopentasiloxane, Dimeticonol, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Aloe Barbadensis Extraxt, Oryza Sativa (rice) Germ Oil, Camellia Sasanqua (Camellia) Seed Oil, Pinus Sibirica Nut OilParfum, Limonene , Citronellol ,Geraniol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Farnesol, Amyl Cinnamal.


Moja opinia: Jedwab od razy zauroczył mnie składem, wysoko w składzie (zaraz po silikonach, które w takim specyfiku muszą być) mamy oliwę z oliwek, ekstrakt z aloesu, olej ryżowy, olej kameliowy i olejek cedrowy. Cudny skład! Brak zbędnej chemii i co najważniejsze alkoholi!
A działanie? Też pozytywne. Jedwab, fantastycznie zabezpiecza włosy, używam go malutko przed wyjściem z domu ale i na noc, żeby przez noc włosy się nie zniszczyły a przy tym je jakby uealstycznia i wygładza
Do tego wszystkiego dochodzi zapach, obłędny! i bardzo wygodne opakowanie z pompką dozującą. 


Mój numer 1!!! Polecam bardzo gorąco, cena to ok. 8 zł, i na pewno dostępny jest w Naturze.

Garnier Fructis sleek & shine 72h - krem wygładzający włosy

Dzisiaj chcę Wam pokazać produkt który używam ostatniego czasu bardzo często i z którym się naprawdę polubiłam a raczej moje włosy go polubiły :) 


O kremie: Wzbogacony o fitokreatynę oraz olejek arganowy krem lśniące i gładkie wzmacnia i intensywnie odżywia włókno włosa, dla poczwórnego efektu: by wygładzić włosy, zapobiegać puszeniu, elektryzowaniu i chronić przed wilgocią.
Fitokreatyna i olejek arganowy - dwa aktywne składniki pochodzenia roślinnego. 
Tak jak kreatyna, białko będące jednym z budulców włosów fitokreatyna działa na nie wzmacniająco. Krem bez spłukiwania lśniące i gładkie został wzbogacony o fitokreatynę, by wznocnić włosy i pozwolić na utrzymanie ich gładkości. Dodatkowo olejek arganowy o właściwościach odżywczych sprawia, że włosy stają się miękkie i lśniące. 
To udowodnione i zmierzone: kolejne prostowanie możesz przesunąć o 72 godziny! Ułatwia rozczesywanie.

Skład widoczny na zdjęciu: 

Moja opinia: Zacznę od tego, że jak może wiecie mam kręcone włosy, czasem mocniej się kręcą czasem mniej. Kupując ten krem nie miałam nadziei, ze mi wyprostuje włosy i będę miała proste jak druty czy też lekko falowane, co jak co ale nie oczekuje takiego efektu po kremach więc i ten takiego efektu nie przyniósł. 
Co w nim polubiłam? Włosy bardzo ładnie się rozczesują po użyciu kremu, są wspaniale pachnące jak to w przypadku kosmetyków do włosów od Garniera a zapach się utrzymuje nawet sporo, mój Mężczyzna go wyczuwa i komplementuje :)) 
Do tego włosy naprawdę stają się lśniące i mięciutkie - co w przypadku moich suchych blond loków jest trudne a ten krem mi to dał. To co zauważyłam od razu to, to, że loki o wiele ładniej się układają, są ujarzmione i się nie puszą, tak jakby trochę ułożone na żel.

Skład też oceniam na całkiem przyzwoity biorąc pod uwagę, że jest to drogeryjny kosmetyk.


Podsumowując - polecam wypróbować, zwłaszcza dziewczynom z kręconymi włosami bo je wspaniale ujarzmia. Cena to około 15 zł za 200ml, ja swój kupiłam za 9,90 na promocji w Hebe. 

Delikatne i słodkie ombre nails!


Witajcie! Dzisiaj mani który podbił moje serce, moje i moich znajomych :) Inspirowałam się pazurkami na które natknęłam się w internecie i przepadłam musiałam je sobie zrobić!


Jak wykonałam? Bardzo prosto! Ombre oczywiście metodą gąbeczkową! Ale po kolei, najpierw pokryłam pazurki białym lakierem, jak wyschły wystarczająco dobrze w ruch poszła taśma klejąca którą nalepiłam tak żeby wykonać ombre w trójkącie. Dziecinie proste. Oczywiście nie można zapomnieć o top coat i gotowe! 


Użyłam - biały Delia coral prosilk, różowy - MIYO drops (mój ukochany kolor!) nr 46 candy girl, niebieski Wibo kolekcja blogerska od Gosi. 


Cudny efekt nie uważacie? :) 

BB od Maybelline - efekt przed i po!

Kolejny podkład, a raczej podkładopodobny produkt, bo chodzi tu o BB krem od Maybelline. Zdradzę Wam od razu, że z tym BB kremem się polubiłam. Jednak mam świadomość, że krem ten to tylko imitacja prawdziwych BB kremów i jest to raczej krem tonizujący. Ale i tak go lubię, idealnie sprawdza się w lato. 


O kremie: Natychmiastowy efekt świeżej i promiennej skóry.

Oparty na konsystencji żelu, krem BB poprawia wygląd skóry dzięki formule 8 w 1:
- tworzy naturalny blask,
- wyrównuje koloryt skóry,
- SPF 30,
- całodniowe nawilżenie,
- kryje niedoskonałości,
- beztłuszczowy i nietłusty,
- skóra jest wyraźnie gładsza,
- skóra wygląda świeżo.
Rozsmaruj cienką warstwę na skórze. Może być używany z albo bez kremu.
Dostępny w czterech odcieniach.


Skład: Aqua/Water, Ethylhexyl, Palmitate, Glycerin, Octyldodecanol, Slica, Pentylene Glycol, Octyldodecyl Xyloside, Phenoxyethanol, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Hydrogenated Lecithin, Isohexadecane, Hydroxyethyl, Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate, Copolymer, PEG-30 Dipolhydroxystearate, Sodium Dehydroacetate, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Caprylyl Glycol, Disodium Edta, Citric Acid, Polysorbate, Potassium Sorbate, Propylene Glycol, Methylisothazolinone, Chamomilla Recutita Extract, Matricaria Flower Extract, Aloe.

(podkład wydaje się trochę ciemny, jest on przeznaczony na lato, żeby nadać buzi trochę koloru bo nie opalam twarzy :))


Moja opinia: Według mnie bardzo fajna alternatywa na cieplejsze letnie dni, gdy nie chcemy na siebie nakładać warstw ciężkiego podkładu a przy tym chcemy lekko zatuszować niedoskonałości. 
Od razu trzeba sobie powiedzieć, że krycie nie jest idealne, ale przecież nawet przy podkładach nie zawsze możemy pochwalić się pięknie zatuszowanymi niedoskonałościami. 
Ja go lubię głównie za wyrównanie kolorytu, nadanie ładnego promiennego wyglądu buzi i nie zapychanie.
Do tego plus za filtr i brak przykrych niespodzianek czy też zatykania. 


Z minusów, po kilku godzinach trochę znika, ale ja to zwalam na lato, wtedy wszystko schodzi szybciej z twarzy :)) 

Podsumowując: Ja jestem zadowolona i z chęcią sięgam po niego w cieplejsze dni. Cena to ok. 18 zł. 

Złoto i czerń + mięta! / Paznokcie

 Przyszła i czas na mięte, co prawda na jednym paznokciu ale jest. Uwielbiam ten kolor i na paznokciach i w stylizacjach! Jest już tak ciepło (nareszcie!) więc muszę jakoś ożywić pazurki, bardzo się cieszę bo już miałam dosyć smutnych wzorków i kolorów.


W roli głównej złoty lakier z Essence nr 66 shiny godness oraz miętusek od Wibo trend edition nr 5 


Jak Wam się podoba? :)) 

Recenzja kuracji rzęs z Dermena Lash

Witajcie! Może niektóre z Was pamiętają TEN post o rozpoczęciu przeze mnie kuracji rzęs z Dermena Lash. Minęło już sporo czasu od 16 lutego kiedy to pierwszy raz użyłam odżywki więc czas na podsumowanie.



O odżywce: Dermena Lash odżywka do rzęs i brwi. Wzmacnia, regeneruje i hamuje wypadanie rzęs i brwi. Dermena Lash to jedyny na rynku preparat zawierający chlorek-1-methylonikotynamidu - aktywną substancję pochodzenia witaminowego, wzmacniającą mieszek włosowy, poprawiającą jego odżywienie i stymulację odrastania włosów.

Odżywka do rzęs i brwi dermena lash dzięki zastosowaniu specjalnie dobranych składników hamuje wypadanie rzęs/brwi. Jednocześnie wzmacnia je, regeneruje i odżywia. Przywraca zdrowy wygląd rzęs i brwi. Lekka, żelowa konsystencja powoduje szybkie wchłanianie preparatu. Odżywka nie skleja i nie obciąża rzęs/brwi. Aplikator w postaci pędzelka umożliwia precyzyjne nałożenie preparatu oraz zapewnia łatwość użycia.

Wskazania: 
nadmierne wypadanie rzęs i brwi
osłabione i delikatne rzęsy i brwi
zniszczone i wymagające regeneracji rzęsy i brwi
produkt polecany również po zakończeniu chemioterapii

Skład: Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Panthenol, Polyacrylate-13, Polyisobutene, 1-methylmicotinamide Chloride, Creatine, Biotinoyl, Tripeptide-1, Biosacharide Gum-1, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Disodium EDTA. 


Tak wygląda szczoteczka, bo kilka osób o nią pytało :)


Moja opinia: Od razu powiem, że bardzo się zawiodłam. Moje rzęsy były w o wiele lepszym stanie i kondycji przed rozpoczęciem stosowania tego specyfiku niż po. Nie wypadały, a w czasie stosowania odżywki wypadło ich sporo. Tyle co przez około pół roku jak dbałam o nie stosując wazelinę na rzęsy. 

Co do samej odżywki to nie uczula, nie podrażnia i nie piecze jak przez przypadek dostanie się do oka. Pędzelek jest wygodny w aplikacji, chociaż o wiele lepiej sprawdziłaby się zwykła szczoteczka, bo na pędzelek nabiera się zbyt duża ilość produktu i bardzo często byłam umazana tą odżywką w okolicy oka.

Możecie same zobaczyć i ocenić:

Może zdjęcia nie bardzo to oddają, ale teraz w niektórych miejscach mam bardzo rzadkie rzęsy, do tego są o wiele krótsze niż na samym początku. Na wizaż.pl pojawiły się już 2 opinie na temat tej odżywki i dziewczyny są zachwycone, więc może po prostu moje rzęsy na nią źle zareagowały. 

Obecnie zaczęłam stosować za Aliną pomadkę Alterry na rzęski i jestem bardzo ciekawa czy odratuje moje rzęsy, jak nie to wrócę do mojej sprawdzonej metody - wazeliny.

Pyszny jogurcik i przemyślenia po pierwszym tygodniu ćwiczeń

Mój ulubiony mix! Jogurt naturalny, świeże banany, musli tropikalne i siemię lniane
Na początku bałam się jeść niezmielone nasionka siemia lnianego, niesłusznie bo w połączeniu z musli nie jest wcale wyczuwalne. Tylko trzeba pamiętać, żeby przed, jak i po zjedzeniu nasionek siemia wypić dużo wody, żeby nasionka mogły napęcznieć w żołądku.


A teraz przemyślenia na temat ćwiczeń :) 

Wczoraj podczas ćwiczeń z Mel B, zorientowałam się, że ćwiczenia przychodzą mi z większą łatwością. Wytrzymuje daną serię, a wcześniej musiałam sobie trochę odpocząć, np. jak Mel robiła brzuszki czy deskę. Ppraktycznie przy każdym ćwiczeniu gdzieś w połowie musiałam odsapnąć, teraz nie, można powiedzieć, że dorównuje pomału Mel. Samo załapanie o co chodzi w niektórych ćwiczeniach czasami zajmowało mi sporo czasu. Dopiero po 3 dniach ćwiczeń doszłam wreszcie do tego o co chodzi w 'brzuszkach z boku'.
Co do motywacji, po 4 dniu miałam lekki kryzys i zwątpienie, że mi się nie uda ale pooglądałam zdjęcia dziewczyn z efektami ćwiczeń z Chodakowską i dzięki temu przerobiłam 40 minutowy skalpel. 

Co zauważyłam? Że moim największym problemem jeżeli chodzi o ćwiczenia będzie motywacja, zapewne jak tylko zobaczę delikatne efekty to motywacja będzie większa, ale teraz, na razie muszę się spiąć. 
Zauważyłam też, że ćwiczenia przynoszą mi coraz większą radość. Wcześniej modliłam się panicznie o koniec teraz spokojnie spinam się i stawiam sobie za zadanie wytrzymać i o dziwo sprawia mi ogromną radość zakończenie danej serii i świadomość że wytrwałam.


Co WYCZUŁAM? Ból, pot i zakwasy. Okropne zakwasy.. dalej są ale już przechodzą.


Podsumowując w tym tygodniu przerobiłam:
1 raz skalpel
5 razy ćwiczenia z Mel B (rozgrzewka, pupa i brzuch, w tym 3 razy ćwiczenia na klatkę piersiową i plecy)


Plan na ten tydzień:
Więcej razy robić skalpel!! 


Ingrid - jedwabisty fluid - efekt przed i po!

Właśnie odkryłam, że mam sporą ilość podkładów i nie mają one recenzji! Więc przygotujcie na posty podkładowe :) Dzisiaj jeden z moich faworytów Verona, Ingrid - jedwabisty fluid, który zapewnia nam trwałość do 16h przynajmniej według producenta.


O fluidzie: Długotrwały fluid nawilżająco-wygadzający nadaje się do każdego rodzaju cery. Równomiernie rozprowadza się na skórze, gwarantuje perfekcyjne wykończenie makijażu. Dzięki zawartości składników najnowszej generacji zapewnia świeży, i młody wygląd na wiele godzin, idealnie maskując wszelkie nierówności i niedoskonałości cery. 

Skład: Water, Cyclopentasiloxane , Polyglyceryl-4 Isostearate , Cetyl PEG PPG-10 1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Isohexadecane, Hydrogenated Polydecene, Isocetyl Stearoyl Stearate, Glycerin, Dimethicone, Ozokerite, Magnesium Sulfate, Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, Methylpraben, Butylpraben, Ethylpraben, Propylpraben, Isobutylpraben, Tocopheryl Acetate, Polyisobuterne, Triethoxycaprylylsilane, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, +/- Cl 77891, Cl 77492, Cl 77491, Cl 77499 


Moja opinia: Dużo lepszy od niejednego droższego podkładu! 
Bardzo dobrze się rozprowadza, ja używam do tego pędzelka który widzicie na zdjęciu i to połączenie jest rewelacyjne. Fluid bardzo dobrze kryje, chyba najlepiej ze wszystkich dotychczasowych wypróbowanych przeze mnie podkładów, na buzi daje ładny satynowy - jedwabisty efekt. Buzia wygląda zdrowo i promiennie. Fluid nie ciemnieje ani nie robią się plamy. 
Skóra po czasie może trochę się błyszczeć jeżeli nie nałożymy zwykłego sypkiego pudru - ja używam ten z Essence ale równie dobrze może być to bambusowy czy zwykła mąka ziemniaczana. Daje to naprawdę świetny mat, który utrzymuje się na długo.

To co najbardziej pokochałam w podkładzie to krycie, ładnie tuszuje pory (wiem, że całkowicie nie da się ich zakryć ale taki efekt mnie zadowala). 
Stosując podkład nie wysypało mnie nic ani nie zatkało. Jednak na lato może być troszkę za ciężki ale przecież każda z nas stara się wtedy unikać podkładów jeśli może, ja wtedy stawiam na niby kremy BB :)


Podsumowując - świetny podkład za grosze! Możemy do dostać za ok. 10 zł, swój kupiłam w Naturze. 

Słodki lodowy balsam do ust - Ice Cream!

Czas na bardzo słodką recenzję w sam raz na sobotnie popołudnie :) Czemu słodką? Bo chodzi tu o Ice Cream lip balm czyli nawilżający balsam do ust. Zapraszam :) 


O balsamie: Ten uroczy balsam do ust o soczystej, kremowej konsystencji został zamknięty w opakowaniu przypominającym kubeczek lodów. 
Każdy z balsamów można wsuwać jak szminkę przekręcając podstawę kubeczka.
Zawarty w balsamie olej kokosowy oraz wosk pszczeli działają nawilżająco oraz ochronnie
Balsam wygładza usta nadając im subtelnego zdrowego blasku.

Skład: Petrolatum, Caprylic/Capric Triglyceride, Ricinus Communis Oil (CastorOil), Cera Microcristallina, Paraffin, Cera Carnauba, Octyl Palmitate (Ethylhexyl Palmitate), Polyethylene Copolymer, Parfum (fragrance), CI 778910(Titanium Dioxide), Tocopheryl Acetate,CI 77019(Mical)CI 77499(Iron Oxides), CI 77491(Iron Oxides), Ci 77492(Iron Oxides), Eugenol,Benzyl Alcohol


Moja opinia: Pierwsze co mnie zauroczyło to zapach - pachnie obłędnie czekoladowo! Czysta czekolada bez żadnej chemii. Łatwo się rozprowadza na ustach, a przekręcając podstawę słoiczka balsam się wysuwa jak szminka co bardzo ułatwia wydobycie i aplikację. 
 Balsam lekko brązowi usta, ale naprawdę bardzo leciutko, mnie ten efekt nawet się spodobał :) Po nałożeniu na usta, balsam nie błyszczy jak przy użyciu pomadki lub balsamu, jest matowy ale naprawdę w miarę przyzwoicie nawilża usta. 


Balsam możecie kupić w internecie za ok. 10 zł. i do wyboru jest duuużo smaków. Balsamik jest tak mały i uroczy :)) Świetny nadaje się na prezent :)

Początek mojej przygody z ćwiczeniami!

Witajcie! I w blogsferze i w całym internecie, (moi znajomi nawet na facebooku chwalą się ze zrobionych ćwiczeń) zapanował istny szał na ćwiczenia! Mówiąc szczerze troszkę mnie to jako istnego leniuszka zmotywowało. No bo zaraz, teraz wszyscy zaczynają ćwiczyć? Nie chcę zostać w mniejszości z lekkim tłuszczykiem na brzuchu pośród chudnących ludzi! :) W związku z tym zrobiłam mały research po internecie co i jak.

Zapewne wiecie, że szał ćwiczeń związany jest z pewną panią Chodakowską, większość z nią ćwiczy i większość kocha. Czy ja jestem wyjątkiem? Może jej fanki mnie zlinczują ale mnie ona nie porwała, jej głos mnie nie motywuje a raczej zaprasza do dalszego leżenia na kanapie, jakby był wymuszony.. nie ukrywam troszkę się napaliłam na ćwiczenia z nią i nagle bum..bo to nie to..nie podoba mi się.
Trochę zwątpiłam w moje ćwiczenia ale nie poddałam się i znalazłam Mel B! I tak to to! Jest rewelacyjna! Pełna pozytywnej energii, świetnie motywuję a do tego jest zabawna, Mel podczas ćwiczeń informuję, że się poci albo, że lubi mieć napięte pośladki i je pompować chociaż to tak nieprzyzwoicie brzmi :) Przy niej czas poświęcony na ćwiczenia bardzo szybko upływa i kończąc daną serię czuję, że naprawdę mogłabym więcej i więcej.

żródło: grafika google


Na youtube z powodzeniem znajdziecie ćwiczenia z Mel, są one podzielone na ok. 10 minutowe partie, np. na brzuch, kolejne na pośladki, ramiona, nogi, ABS itp. Do wyboru do koloru :)
Ja na początek wybrałam zaledwie kilka bo chcę zacząć powoli, ponieważ wstyd się przyznać ale minął rok od moich ostatnich ćwiczeń w ramach wfu na uczelni - body shape, więc nie chcę tak nagle dawać sobie dużej dawki ćwiczeń.


Postawiłam na:
Rozgrzewkę - trwa ona zaledwie 5 minut, nie jest skomplikowana ale już przy niej czujemy (hehe przynajmniej ja) odrobinę zmęczenia. 

10 minutowy trening brzucha - tu już ostro, czuje się brzuch, wysiłek ale dobry humor nie opuszcza Mel a tym samym mnie :) ostatnim ćwiczeniem w tej serii jest tzw. deska, przy której już naprawdę padam i modle się, żeby wytrwać a Mel zaczyna się śmiać i sama zaraz też to robię :)

10 minutowy trening pośladków - pompuje pośladki razem z Mel! Dla mnie najlepsze ćwiczenia! Nie są skomplikowane ani bardzo męczące a mimo to naprawdę czuje się, że coś się dzieje tam z tyłu.

10 minutowy trening na klatkę piersiową i plecy - te ćwiczenia wykonuje opcjonalnie co 2 dni, głównie zależy mi na zrzuceniu brzucha i do niego przykładam największą uwagę a te ćwiczenia są takim dodatkiem jak jeszcze mam ochotę, żeby więcej poćwiczyć. 



I to na początek, później jak moje ciało trochę przywyknie do ćwiczeń dodam ABS na brzuch, trening na całe ciało i może będę powtarzać niektóre serie po 2 razy.
I nie przekreślam Ewki, bo z chęcią do niej wrócę (ale nie do skalpela jak dla mnie za monotonny), jednak na sam początek ćwiczeń kiedy potrzebuje się motywacji stawiam na Mel B. 


Takie o paznokciowe maziajki! :)


Witajcie! Dzisiaj w roli głównej występuje przydymiony, niebieski lakier od Wibo z serii expres growth nr. 353. Kolorek trochę zimny, jak dla mnie nie pasujący do pogody za oknem z której bardzo się cieszę, naprawdę potrzebowałam słońca! Do lakieru doszedł (na dwóch pazurkach) srebrny topper z Essence i na pozostałych paznokciach czarne nieokreślone wzorki zrobione czarnym lakierem z Miss Sporty.  


Zapraszam do śledzenia mnie na bloglovin i Google+ (linki a raczej banerki znajdziecie na pasku bocznym :)) 

Nowości pielęgnacyjne


1. Biochemia Urody -  tonik z kwasami AHA/BHA 10% - długo się przymierzałam ale wreszcie zdecydowałam się na kuracje z kwasami. Nie ukrywam pokładam w niej duże nadzieje co do poprawy mojej cery głównie zredukowania blizn, przebarwień i może (mam nadzieję) porów, chociaż w to ostatnie wątpię. Ale zobaczymy. 
2. Łup Biedronkowy - Lirene żel do mycia twarzy nawilżająco odświeżający polecany dla skóry normalnej i mieszanej. 
3. Dermika Aquaoptima krem głęboko nawilżający na dzień - złapałam go przy kasie w SP za cenę 9,90 z czystej ciekawości. Ma śmiesznie niski filtr SPF 6 :))) nie wiem po co w ogóle chwalić się że krem go posiada :)
4. Iwostin solecrin krem ochronny 50+ - krem z wysokim filtrem musi być w związku z kuracją kwasami. W mojej SP był kiepski wybór co do kremów z filtrem a do tego taki tłum że nie mogłam się ruszyć więc sięgnęłam po Iwostin i pobiegłam szybciutko do kasy. Mam nadzieję, że się sprawdzi.
6. Farmona, Nivelazione, liftingujące serum ujędrniające biust - coś nowego, już miałam dosyć serum z Eveline, które owszem lubię ale chciałam postawić na coś nowego, może będą lepsze efekty bo przy Eveline już je przestałam zauważać.  

Różane paznokcie

Wygrzebana jakaś stara (ma z ok. miesiąc :)) stylizacja, którą mam w wersjach roboczych i jeszcze nie udostępniłam. A czemu? Bo kiepskie zdjęcia wyszły jakoś ale z okazji, że taka ładna pogoda i słońce WRESZCIE w kwietniu się pojawiło to wrzucam, a co! :))


Róże, różyczki! 


Podoba Wam się? :))  Wybaczcie za średnią jakość zdjęć. 

Koszyczkowe mydełko nawilżające shea - mleko L'Occitane

Ostatni produkt z koszyczka L'Occitane, trochę większy niż inne i dalej go używam. Pozostałe już poszły do kosza bo ich zawartość świeci pustkami, poza wodą toaletową, która czeka na wiosnę. Może przy wiosennej aurze bardziej ją polubię :)


Nawilżające Mydło Shea - Mleko - Oparte w 100% na roślinnej bazie z dodatkiem nawilżającego Masła Shea. Może być stosowane codziennie. Nie wywołuje podrażnień; wskazane dla mężczyzn, kobiet i dzieci.
Cena pełnowymiarowego produktu - 32 zł za 250 g

Skład: Sodium Palmate, Aqua, Sodium Palm Kernelate, Sodium Cocoate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Extract, Parfum, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Coriandrum Sativum Seed Oil, Juniperus Virginiana Oil, Palm Acid, Sodium Chloride, Glycerin, Citric Acid, Palm Kernel Acid, Sodium Hydroxide, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Glyceryl Stearate SE, Phenoxyethanol, Tetrasodium EDTA, Tetrasodium Etidronate, Tocopherol, Cetearyl Glucoside, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Coumarin, Geraniol.


Moja opinia: Pierwsze wrażenie - jaki intensywny zapach! 
Mydełko ma mocny, ładny zapach, trochę typowy dla produktów firmy. Jak obiecuje producent mydełko naprawdę jest delikatne, dobrze się pieni i myje. Nie podrażnia ani nie wysusza skóry ale i nie nawilża jakoś rewelacyjnie - nawilżenie jest znikome. Fajnie się sprawdza do mycia twarzy, ma naprawdę dobry skład więc nie powinien zaszkodzić, mnie w każdym razie nie zaszkodził. :)



Udanego weekendu! :)) 

Kreski, kreseczki, kresunie! czyli paznokcie

Mój ostatni mani na który miałam czas bo zabrałam się za ostre pisanie pracy licencjackiej i tak przez święta napisałam pierwszy rozdział, teraz czas na kolejne a czasu coraz mniej :( pluję sobie w brodę że nie wzięłam się za to wcześniej tylko leniuchowałam. 

Mani: Trochę aztecki, nie wiem jak go nazwać do końca :))




Małe co nieco o produktach z koszyczka L'Occitane

Mini recenzje produktów z koszyczka. Wczoraj była woda toaletowa a dzisiaj przyszła kolej na dalszą część mini recenzji produktów L'Occitane. Nie będą to do końca recenzje z racji tego, że otrzymane przeze mnie produkty były miniaturkami dlatego będzie to tylko pierwsze wrażenie, konsystencja itp.


Żel pod prysznic WerbenaŚwieży żel do ciała ceniony zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Każde naciśnięcie butelki uwalnia rześki, cytrusowy aromat werbeny L'Occitane. Eteryczne olejki werbeny, pomarańczy, geranium oraz drzewa cytrynowego wygładzają i pielęgnują nawet najbardziej wrażliwą skórę, wypełniając pomieszczenie tym cieszącym się uznaniem aromatem.
Cena pełnowymiarowego produktu - 250 ml za 59 zł.

Moja opinia: Pozytywnie. Bardzo ładny orzeźwiający, energetyzujący cytrusowy zapach - świeża cytrynka jakby przed chwilą wyciskana idealna na lato. Konsystencja dosyć gęsta, pieni się przyzwoicie. Po użyciu skóra lekko pachnie cytrynką. 


Drogocenny krem na nocJedwabisty krem odwracający proces wiotczenia skóry, wynikający z upływu czasu. Skóra jest wzmacniana w czasie kluczowego etapu nocnej odbudowy. Dowiedziona skuteczność: Po przebudzeniu skóra jest odbudowana (96%) i zregenerowana (92%), zmarszczki są mniej widoczne (88%). Noc po nocy skóra jest gładsza (82%) i jędrniejsza (78%)*.
Cena pełnowymiarowego produktu - 50 ml za 255 zł

Moja opinia: Skąd tak wysoka cena?! Konsystencja typowo kremowa, zapach jak dla mnie rażący - perfumowany trochę babcinie..nakładanie na twarz w moim przypadku wiązało się z przeświadczeniem że nakładam jakiś krem mocno perfumowany co może się źle skończyć. Krem dobrze się rozprowadza i wchłania. Po przebudzeniu nie było wielkiego WOW a raczej słabe nawilżenie ale to tylko początkowe wrażenie z racji tego, że testowałam miniaturkę.


Krem do rąk z masłem sheaSilnie wygładzająca - bestsellerowa - kombinacja Masła Shea (20%) oraz wyciągów z miodu i słodkiego migdała, zmieszanych z lekkimi i wabiącymi aromatami jaśminu. Ten balsam o przyjemnej konsystencji łatwo rozchodzi się po skórze, pomagając w gojeniu i ochronie suchej oraz przesuszonej skóry. Obecność anty-oksydacyjnej witaminy E zapewnia odżywienie.
Cena pełnowymiarowego produktu - 30ml za 29 zł

Moja opinia: Krem ma dosyć zwartą konsystencję, dobrze się rozsmarowuje i bardzo szybko wchłania! Nie pozostawia tzw 'warstewki ochronnej' jak w przypadku moich dotychczasowych kremów do rąk. Urzekł mnie zapach, trudny do opisania trochę męski (?). Krem dosyć średnio nawilża, efekt utrzymuje się przez chwilę potem znowu trzeba sięgnąć po krem..nie wiem czy efekt ten utrzymywałby się przy pełnowymiarowym produkcie. Mnie 10 ml starczyło na ok. 10 aplikacji. 

Woda toaletowa Pivoine Flora L'Occitane

Czas na mini recenzję z koszyczka od L'Occitane. Dzisiaj padło na wodę toaletową. Powiem szczerze, że bardzo sie ucieszyłam jak zobaczyłam ten malutki uroczy flakonik i pokładałam w nim spore nadzieje co do zapachu. Zapraszam na małą (jak sam flakonik) recenzję!



Woda toaletowa Pivoine Flora ujawnia bogactwo zielonej, kwiatowej kompozycji. To połączenie delikatności peonii i zmysłowości magnolii, na tle nut drewna i piżma. Subtelny, kwiatowy eliksir zamknięty niczym skarb w szlachetnym, krągłym flakonie przywołującym na myśl pąk kwiatu.

Zapachowa aura wiosennego poranka w ogrodzie pełnym kwitnących peonii...


Powiem szczerze, zapach mnie nie zachwycił. Faktycznie jak obiecuje producent zapach jest lekki i wiosenny ale mnie jakoś nie przekonują kwiatowe zapachy. Zapach ładny, trochę babciny. Trwałość bez rewelacji, w przeciwieństwie do dziewczyn zachwalających trwałość dla mnie zapach nie utrzymuje się za długo, wręcz czuć go dosłownie chwilę, potem bardzo bardzo delikatnie. 

Cena pełnowymiarowych perfum to ok. 170 zł za 75 ml

O borowinowym szamponie do BingoSpa!


O szamponie: Szampon borowinowy BingoSpa wzbogacony specjalnie dobraną kompozycja siedmiu naturalnych ekstraktów ziołowych: z rozmarynu, szałwii, nasturcji, łopianu,cytryny, sosny, rukwii,.

Wzmacniają one cebulki włosowe, działają tonizująco. Szampon powoduje, że włosy odzyskują sprężystość, elastyczność i puszystość oraz mniej się przetłuszczają.


 Skład: Aqua, Sodium Laureth-2 Sulfate, Lauramidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Propylene Glycol (and) Bog Moss Extract, Sodium Chloride, Parfum, Propylene Glycol, Aqua, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Chamomilla Racutita Flower Extract, Arnica Montana Flower Extrtact, Laminum Album Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Pinus Sylvestris Bud Extract, Nasturitum Officinale Extract, Arctium Majus Root Extract, Citrus Medica Limonum Peel Extract, Hedera Helix Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Tropaeolum Majus Flower Extract, Citric Acid, DMDM-Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 20285.


Moja opinia: Opakowanie dla mnie irytujące, ciężko się wydobywa bo szampon ma dość gęstą konsystencję i jak się kończy to trzeba czekać aż się wysączy :) do tego etykieta się bardzo brudzi, zalewa i wygląda nie estetycznie. Konsystencja jak już wspomniałam w opakowaniu mozolnie wypływa, jest trochę galaretowata, kolor same widzicie :)
Co do działania, to bez rewelacji ale i bez wielkich minusów. Myje włosy dobrze, nawet z olejami u mnie sobie poradził. Niestety włosy są oklapnięte i szorstkie za to mniej się przetłuszczają! Moje włosy myję co 3 dni bo mało się przetłuszczają a przy tym szamponie mogę spokojnie myć je co 4 i nie widać dużego przetłuszczenia!
Jak dla mnie przeciętny szampon, który radzi sobie z przetłuszczonymi włosami.

Dostępny tu - http://www.bingosklep.com/szampon-borowinowy-ziol-bingospa-p-179.html za ok. 10 zł.

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/3478393/?claim=wynzp9sswck">Follow my blog with Bloglovin</a>

Rewelacyjny peeling błotny z kwasami owocowymi od BingoSpa

Peeling od BingoSpa, okazał się prawdziwym hitem! Bardzo długo szukałam idealnego peelingu dla siebie, żaden mnie nie zadowalał w 100%, były jakieś nijakie, po prostu średnie, nie to co ten! Zapraszam na recenzję!

O peelingu: Drobnoziarnisty peeling błotny do twarzy z kwasami owocowymi AHA delikatnie usuwa martwy naskórek. Zawiera 10% naturalnego błota z Morza Martwego, 2% mielonych pestek z oliwek i 50% procentowe kwasy owocowe.
Składniki zawarte w błocie z Morza Martwego troskliwie pielęgnują skórę skłonną do trądziku, wyprysków i łojotoku.
Kwasy owocowe złuszczają naskórek. Zwiększają poziom nawilżenia skóry czego efektem jest poprawa elastyczności i wyglądu zewnętrznej warstwy skóry.
Po starannie wykonanym peelingu skóra jest oczyszczona i wygładzona, bardziej podatna na działanie aktywnych substancji zawartych w preparatach kosmetycznych.

Skład: Aqua, Dead Sea Mud, Cetearyl Alcohol and Ceteareth-20, Olea Europea Seed Powder, Cetyl Alcohol, Passiflora Edula Fruit Extract, Saccharum Officinarium Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Ananas Sativus Extrza,zact, Vitis Vinifiera Extract, Citric Acid, DMDM-Hydantoin, Methyl Paraben, Ethyl Paraben.


Moja opinia: Opakowanie typowe dla BingoSpa, łatwo wydostać produkt, niestety przy takiej słoiczkowej formie wchodzi pod paznokcie czego nie lubię. Konsystencja przypomina trochę krem, z tym że zawiera naprawdę spore i mogłoby się wydawać ostre drobinki. 
Na początku bałam się tych drobinek, że zrobią z moją twarzą coś niedobrego, pokaleczą ją, jednak nic się takiego nie dzieje, w najgorszym wypadku buzia jest trochę czerwona a efekt ten zaraz znika. 
Co do działania, to świetnie oczyszcza, wygładza i usuwa martwy naskórek. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jeszcze żaden peeling nie pozostawił tak gładkiej skóry na twarzy! 
Rewelacja! 
Skład też niczego sobie, pomijając parabeny. 

Skromni ulubieńcy marca

Witajcie w ten jakże śnieżny kwiecień! Kto ma dość śniegu? ;) chyba wszyscy a on ciągle swoje.. 
W związku z rozpoczęciem się zimowego kwietnia przyszedł czas na ulubieńców, skromni bo skromni ale są. 


Tonik bezalkoholowy Melisa - bardzo naturalny skład (w składzie na naprawdę wysokim miejscu znajdziemy; zieloną herbatę, alantoinę, prowitaminę B5, wyciąg z melisy, do tego sorbitol - na drugim miejscu, który skutecznie nawilża) , nie wysusza a skóra po jego użyciu jest mięciutka i gładka
Essence żelowy eyeliner - mój ma numerek 01 i jest to midnight in paris - powróciłam do niego po długim czasie nie używania, świetnie się aplikuje i rozprowadza do tego ma naprawdę dobrą trwałość
Ecotools pędzelek do eyelinera - kto nie lubi pędzli Ecotools? ;) ten jest cienki i precyzyjny
Lirene multifunkcyjny krem na dzień - nowosć od Lirene, leciutka formuła, 0% parabenów a do tego posiada filtry, jak na razie sprawuje się przyzwoicie - nie zatyka, nie wysypuje a buzia ładnie po nim wygląda - promienna i zmatowiona.
Green Pharmacy jedwab w płynie - kupiłam nie dawno a już nie ma pół buteleczki :) bardzo go polubiłam, włosy stają się zdrowo wyglądające, miękkie, nie plączą się a do tego tak cudnie pachną!