Naklejki na paznokcie od Born Pretty Store



Podczas przeglądania asortymentu Born Pretty Store zachwyciłam się pięknymi wzorami naklejek, które koniecznie dodałam do swojej listy. Takie wzory zawsze bardzo mi się podobały, a żeby zrobić je własnoręcznie potrzeba nie lada precyzji, w związku z tym naklejki są dużym ułatwieniem ;) Jednak mimo, że wzór jest piękny to reszta mnie rozczarowała. O ile z daleka paznokcie wyglądają fajnie o tyle z bliska widać brzegi naklejki, co wygląda bardzo nieestetycznie. Do tego mimo, pokrycia całości top coatem rogi naklejek po pewnym czasie zaczęły odstawać i się zaczepiać np. o ubranie. 
Podsumowując, nie polecam Wam tego typu naklejek. Sto razy lepsze są naklejki wodne.


Czarne ćwieki z Born Pretty Store


Proste mani, wykonane lakierem Seche, który potrzebuje 3 warstw dla pełnego krycia z dodatkiem czarnych ćwieków od Born Preety Store. Ćwieki są zapakowane w okrągłe opakowanie typowe dla drobnych ozdób od Born Pretty Srore. Opakowanie zawiera ich całe mnóstwo; od tych najmniejszych aż do jeszcze większych niż na zdjęciu. do wyboru do koloru. Uważam, że takie opakowanie to świetna sprawa dla miłośniczki zdobień paznokci, ponieważ są różne rozmiary i zawsze znajdzie się ćwiek, który akurat podpasuje nam do zdobienia. Ćwieki są też w innych kolorach, bardziej uniwersalnych, bo czarne nie zawsze dobrze wyglądają, np. złote czy srebrne - więcej ćwieków klik.


Born Pretty Store - dekoracja na paznokcie 3D


Pierwszy raz dzięki Born Pretty Store wypróbowałam tego typu ozdobę 3D do paznokci - dużą i odstającą od płytki paznokcia ale za to efektowną. Oglądając zdjęcia paznokci w internecie czy też na We Haeart It byłam pod wrażeniem jak paznokcie pięknie wyglądają z takimi ozdobami. Dzięki współpracy z Born Pretty Store pomyślałam, że co mi szkodzi wypróbować takie cacuszko. Wybrałam piękne korony z białym kamieniem, w opakowaniu dostałam ich 10 więc na każdy paznokieć wystarczy (chociaż wyglądałoby to dziwnie ;))


Ozdobę bardzo łatwo umieścić jeszcze na mokrym lakierze, jednak tak jak przypuszczałam i jak zapewne się domyślacie paznokcie z czymś tak odstającym są niefunkcjonalne. Przy pierwszych prostych czynnościach ozdoba niestety odpada. Jednak na zdjęciach wygląda to fenomenalnie dlatego według mnie nadają się tylko do robienia zdjęć.  


BingoSpa migdałowe masełko do ciała


Od producenta:  Delikatne Shea Body Butter Almonds BingoSpa do ciała o zapachu olejku migdałowego. 
Niezwykłe bogactwo odżywczych substancji, witamin i antyutleniaczy zawartych w mieszaninie masła Shea i masła kakaowego -  sprawia, że skóra jest intensywnie odżywiona, nawilżona i zrelaksowana. Naturalne antyoksydanty chronią skórę przed działaniem wolnych rodników.
Masło Shea i masło kakaowe są biozgodne ze skórą, co oznacza, że są w pełni tolerowane przez skórę i nie powodują uczuleń.  Wszystkie składniki odżywcze są błyskawicznie wchłaniane. 

Skład: 

Shea Body Butter Almonds BingoSpa intensywnie nawilża i ujędrnia, wyrównuje koloryt skóry. Efekt wygładzenia i miękkości skóry zauważalny już po pierwszym zastosowaniu. Delikatna konsystencja Shea Body Butter Almonds BingoSpa  nasyca skórę odżywczymi składnikami. Odżywiona i zregenerowana skóra staje się miękka, nawilżone i pełna promiennego blasku.


Moja opinia: Masełko zamknięte w dosyć spore opakowanie 250g, typowe dla opakowań BingoSpa. Opakowanie jest na nakrętkę dzięki czemu masło łatwo się wydobywa i nic nie marnuje. W opakowaniu zastrzeżenie mam do tego, że pod nakrętką nie było żadnego ochronnego wieczka czy też folii, która by zabezpieczała produkt przed klientkami lubiącymi macać wszystkie produkty w sklepach. 
Zapach masełka jest obłędny! Jest to bardzo przyjemny, nie chemiczny, miły dla nosa zapach pysznych migdałów. Idealny na sezon jesień/zima. Zapach nawet długo utrzymuje się na skórze po nałożeniu masełka.
Konsystencja masełka przypomina trochę mus, jest lekka i nie zbyt gęsta. Zazwyczaj masła są trochę bardziej treściwsze, natomiast to masełko ma konsystencję trochę gęściejszego balsamu. Jednak dzięki lekkiej konsystencji produkt bardzo łatwo rozprowadza się na skórze, nie pozostawiając przy tym smug. Szybko się wchłania. Nałożony grubszą warstwą pozostawia lekki film, który fajnie się sprawdza w sezonie zimowym.
Samo działanie masełka jest zadowalające jednak nie ma rewelacji. Masło ładnie wygładza skórę i sprawia, że jest ona gładsza. Jednak nawilżenie nie jest spektakularne, przez co wypadało by nakładać krem rano i wieczorem jeśli chcemy osiągnąć ładnie nawilżoną skórę nie tylko na 2-3 godziny. 


Podsumowując polubiłam masełko mimo słabego nawilżenia, głównie ze względu na szybkość wchłaniania i piękny zapach, dzięki któremu nakładanie masełka jest mega przyjemnością i relaksem. Cena masła to około 24 zł za 250g, możecie go dostać na stronie producenta - klik.

BingoSpa maska błotna do twarzy


Od producenta: Oczyszczająca maska błotna do twarzy BingoSpa o naturalnym zapachu mięty, do cery tłustej, skłonnej do wyprysków.
Zawiera mineralne składniki aktywne:
10% naturalne błoto z Morza Martwego 
5% biała glinka (kaolin)
5% tlenek cynku 
0,2 % olejek miętowy  


Działanie maski błotnej BingoSpa z kaolinem, tlenkiem cynku i olejkiem miętowym
Tłusta, z rozszerzonymi porami cera, mająca skłonność do zanieczyszczeń i wągrów, dzięki adsorpcyjnemu działaniu błota  jest wygładzona i oczyszczona. Biała glinka  - delikatnie oczyszcza, usuwa martwe komórki naskórka i lekko zwęża pory, nie wysuszając przy tym skóry, poza tym działa łagodząco, wygładzająco i mineralizująco oraz poprawia koloryt skóry. Bogata w minerały: krzem (największe ilości), glin, żelazo, potas, sód, magnez, wapń. Tlenek cynku wspomaga metabolizm kolagenu, odpowiada za wzrost włosów, paznokci, regenerację tkanek, wzmacnia układ odpornościowy, jest także silnym antyoksydantem. Uczestniczy w wytwarzaniu prostaglandyn regulujących m.in. funkcje wydzielnicze skóry, a zatem jest także odpowiedzialny za ilość wytwarzanego sebum.

Skład:

Naturalne składniki mineralne zawarte w błocie z Morza Martwego wspomagają terapię trądziku, wyprysków i łojotoku - oczyszczają skórę, absorbują nadmiar sebum, zawężają pory, łagodzą podrażnienia; pozostawiają skórę miękką, gładką i zrelaksowaną.
Dzięki tym cudownym składnikom maska błotna BingoSpa  oczyszcza skórę z nagromadzonego sebum, przywraca jej naturalne pH, ściąga nadmiernie rozszerzone pory, łagodzi stany zapalne, zmniejsza skłonność skóry do powstawania zaskórników.
Sposób użycia: nakładać maskę BingoSpa cienkimi warstwami, masować twarz omijając okolice oczu. Pozostawić na skórze przez 10-15 minut, następnie umyć twarz ciepłą wodą.


Moja opinia: Maska zamknięta jest w plastikowe pudełeczko z nakrętką o pojemności 150g, niestety etykieta produktu jest papierowa przez co może się zamoczyć i wygląda to tak nieestetycznie jak u mnie na zdjęciach, za co przepraszam. Po otwarciu możemy wyczuć mocny i intensywny zapach typowego błotka. Producent wspomina coś o zapachu mięty niestety ja jego kompletnie nie czuje, widocznie ziemisty zapach błotka go przyćmił. Konsystencja maski jest gęsta, nie spływa z palców podczas nakładania, ani z twarzy.
Czytałam na forum, że u sporej większości dziewczyn maska mocno piecze, podrażnia i wysusza. Zdziwiło mnie to bardzo, bo ja nic takiego nie zaobserwowałam, maska ani trochę mnie nie piecze, no może na początku jakoś lekko. Możliwe, że trzeba przyzwyczaić twarz do tej maski, podobnie jak w wypadku maski BingoSpa Radual+, albo po prostu odpuścić ją sobie przy delikatnej i wrażliwej skórze. 
Samo działanie maski mnie zadowoliło, na tyle, że pewnie znowu po nią sięgnę. Wspaniale oczyszcza twarz, twarz jest świeża, promienna i rozjaśniona do tego mięciutka. Rewelacja. Wypróbowałam ją także punktowo na niespodzianki, które zaatakowały mnie w poprzednim miesiącu ze zdwojoną siłą niż dotychczas i dzięki masce wypryski zgoiły się dużo szybciej.


Cena maski, za 150g to około 12 zł. Więcej informacji o masce znajdziecie tu - klik (tu też możecie ją zamówić, ale słyszałam, że można dostać ja tez w Auchanie).

BingoSpa - Maska do włosów masło shea i pięć alg


Od producenta: Maska BingoSpa do włosów zawiera masło Shea (karite) i botaniczny kompleks pięciu alg: Ascophyllum, Spiruliny, Laminarii, Morszczynu i Nori. 
Masło Shea charakteryzuje się wysoka zawartością kwasów tłuszczowych (oleinowy, stearynowy, linoleinowy) oraz znaczną ilością frakcji niezmydlających się co stanowi o wysokiej wartości masła Shea jako czynnika nawilżającego i podtrzymującego elastyczność włosów. Regeneruje włókno włosa, odbudowuje ich strukturę od cebulek po same końce i wygładza ich powierzchnie, nadając im niezwykły połysk.
Algi morskie dzięki zawartym w nich solom mineralnym, z których najważniejszą jest jod, wzmagają metabolizm i wzrost wymiany osmotycznej, co powoduje eliminację nadmiaru wody z tkanek oraz redukcję złogów tłuszczowych. Składniki organiczne - kwas alginowy, fukoidyna i laminaryna - zwiększają elastyczność skóry i działają przeciwzapalnie.
 
Skład: 
 

Moja opinia: Maska zamknięta w spore, bo 500 ml plastikowe opakowanie. Po odkręceniu opakowania znajdziemy plastikową pokrywkę - wieczko, dodatkowo zabezpieczające maskę przed przypadkowym wylaniem, co jest ogromnym plusem.
Po zdjęciu wieczka możemy poczuć piękny zapach produktu, wg mnie jest on bardzo charakterystyczny dla firmy BingoSpa, bo większość ich kosmetyków do włosów pachnie podobnie. Jest to zapach mydlany w kierunku do słodkiego, mnie się bardzo kojarzy z pielęgnacją, niestety po umyciu włosów zapach nie utrzymuje się na włosach. Konsystencja maski jest dosyć gęsta, przez co maska nie spływa nam z dłoni podczas nakładania produktu na włosy.
Działanie maski oceniam bardzo dobrze! Po umyciu włosy są miękkie, sypkie, gładkie, nie puszą się i ładnie rozczesują. Maska bardzo ładnie odżywia włosy na dłuższą metę. Po ok. 3 miesiącach stosowania zauważyłam zdecydowaną poprawę w ich kondycji, są bardziej odżywione i zdrowsze.


Czy polecam produkt? Oczywiście! Maska ma przyzwoity skład, do tego dobre działanie i niską cenę za sporą pojemność. W ogóle polecam maski do włosów BingoSpa bo są naprawdę dobre i w przyzwoitej cenie, szkoda tylko, że producent nie zamieszcza na stronie składów swoich kosmetyków, co by ułatwiło wielu osobom podjęcie decyzji przy wyborze kosmetyków w sklepie internetowym. Link do produktu - klik

Zimowy must have - Evree Max Repair krem do rąk


Od producenta: Krem głęboko odżywia i regeneruje skórę, wspomaga naturalną odbudowę zniszczonego naskórka, a także koi podrażnienia. Dzięki swoim składnikom tworzy ochronny filtr zabezpieczający skórę przed utratą wilgoci oraz ponownym wysuszeniem.
Wmasować w skórę dłoni. Stosować kilka razy w ciągu dnia, po każdym myciu rąk i przed snem.
Krem ma zastosowanie do bardzo suchej, podrażnionej i zniszczonej skóry.
Zawiera: d - pantenol, alantoinę, glicerynę, urea, olejki owocowe (migdałowy, awokado i arganowy) oraz roślinne emolienty.


Skład: Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Urea, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glyceryl Stearate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cera Alba (Beeswax), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Hexyl Laurate, Sodium Acrylate/Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isehexadecane, Polysorbate 80, Argania Spinosa Kernel (Argan) Oil, Panthenol, Allantoin, Dimethicone, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Parfum (Fragrance)


Moja opinia: Krem zamknięty w typowym dla tego typu opakowaniu, ma dosyć przyjemny chociaż lekko mdły zapach. Łatwo się go rozsmarowuje mimo, że ma trochę gęściejszą, treściwszą konsystencje niż inne kremy do rąk z którymi miałam styczność. Szybko wchłania się przy czym pozostawia ochronną warstewkę na dłoniach, która po pewnym czasie znika. Nawilża bardzo ładnie, do tego zauważyłam, że dobrze sobie radzi także z suchymi skórkami koło paznokci. 
Jedyne zastrzeżenie mam do tego, że po myciu rąk skóra znowu staje się sucha i trzeba ponownie zastosować krem. Mnie ta wada nie przeszkadza, bo zazwyczaj po tego typu czynnościach staram się nakładać krem, zwłaszcza w zimę, gdy skóra dłoni tego bardziej potrzebuje.


Podsumowując: Krem stał się jednym z moich ulubionych kremów, które noszę ze sobą w torebce, ma rewelacyjne działania i z pewnością kupię go ponownie ;) Cena kremu to około 7-8 zł, na promocji możemy do dostać taniej za 100 ml.

Stemple od Born Pretty Store, które wypełniłam kolorem


Zakochałam się w stemplach Born Pretty Store! Dzięki nim mogę wyczarować tak fantastyczne i pracochłonne wzory, których sama bym nigdy nie zrobiła! No na lewej ręce może by wyszła chociaż namiastka tego pięknego wzoru ale o prawej to już nie chcę myśleć ;) A tu dzięki stemplom raz dwa i mamy piękne paznokcie. 
Wzorek, który dzisiaj chcę Wam pokazać pochodzi z płytki 09 Born Pretty.


Jak wykonałam takie paznokcie? Na youtube znalazłam przeróżne metody robienia paznokci przy użyciu stempelków. W tym metodę, która polega na wypełnieniu stempelka kolorowymi lakierami. Ale po kolei. Najpierw maluję paznokcie, czekam normalnie aż lakier wyschnie i biorę się za stempelki. 
Jednak z tą różnicą, że po odciśnięciu wzoru na stempelku tu go pozostawiam (nie przykładam od razu stempelka do paznokcia i nie odciskam go na nim). Wzór na stempelku zaczynam wypełniać kolorowymi lakierami, (można wyjechać lakierem nawet na wzór, później tego nie będzie widać). Gdy wypełnię już cały wzór czekam aż wyschnie i maluję go (gdy ten ciągle jest na stempelku) bezbarwnym lakierem. I znowu czekam aż całość wyschnie, niestety trochę długo. 
Po kilku minutach delikatnie można oderwać wzór i przyłożyć na paznokieć i ładnie dopasować. Po dopasowaniu i dociśnięciu go na paznokieć znowu malujemy całość bezbarwnym lakierem i spiłowujemy bądź obcinamy końce wzoru, które wychodzą za paznokieć i gotowe!